MyFirst7Jobs, czyli od kolportera do grafika

MyFirst7Jobs

MyFirst7Jobs to zabawa, której uczestnicy opowiadają o swoich pierwszych pracach. Postanowiłam wykorzystać ją, aby opowiedzieć wam coś więcej o sobie. Tym postem daję wam niepowtarzalną możliwość poznania mnie bliżej od strony zawodowej!

Potra­fi­cie sobie wyobraz­ić kobi­etę, która stoi przed szafą, wyrzu­ca wszys­tko po kolei i stwierdza, że nic jej nie pasu­je? Poza niek­tóry­mi przy­pad­ka­mi więk­szość moich kari­er kończyła się tak szy­bko jak zaczy­nała. Dość szy­bko odkry­wałam, czy coś jest dla mnie czy nie. Jestem osobą bard­zo samodziel­ną, a kiedy już coś robię, to chcę czuć, że to ma sens. Podeszłam akty­wnie do szuka­nia swo­jego miejs­ca na zie­mi. Tak akty­wnie, że w ofer­tach prze­bier­ałam jak wspom­ni­ana kobi­eta w szafie. W więk­szoś­ci miejsc nie zdobyłam dłu­goter­mi­nowego stażu. Zaczni­jmy od początku:

MyFirst7Jobs

Kolporter

Tym kimś właśnie byłam, kiedy zaro­biłam swo­je pier­wsze poważne pieniądze. Miałam wtedy 18 lat. 100 zł na rękę za dzień roznoszenia gazet to była nie lada grat­ka! Pracę wykony­wałam na tar­gach wys­taw­i­en­niczych. Z gazetą pod­chodz­iłam zarówno do zwiedza­ją­cych, jak i uczest­ników targów. Zdarzyło mi się raz trafić na tar­gi między­nar­o­dowe, gdzie musi­ałam w prak­tyce wyko­rzys­tać swo­ją umiejęt­ność roz­maw­ia­nia po ang­iel­sku. Wyobraź­cie sobie, że zabrałam wtedy ze sobą słown­ik i rano, przed wejś­ciem na halę, sprawdza­łam, czy dobrze pamię­tam istotne dla mnie słówka! Taka byłam zestre­sowana. Przekon­ałam się jed­nak, że zagraniczni przed­siębior­cy są bard­zo przy­jaźni i mają pozy­ty­wne nastaw­ie­nie. Pomi­mo paru błędów językowych odbyłam miłe roz­mowy i pod­bu­dowałam swo­je poczu­cie włas­nej wartoś­ci. Wspom­i­nam tą pracę bard­zo miło.

Call center

Po szkole śred­niej przyszedł czas na poważne szukanie pra­cy. Odpowiadałam na każdą ofer­tę z tytułem typu “Nie musisz mieć doświad­czenia! Zatrud­ni­amy każdego!” myśląc, że robię dobrze. Tak wylą­dowałam za podra­pa­nym biurkiem ze śmierdzącą słuchawką tele­fonu stacjonarnego w ręce. Dzwoniłam do właś­ci­cieli kurzych ferm pro­ponu­jąc im atrak­cyjną ofer­tę zakupi­enia prze­wod­ni­ka po atrakc­jach turysty­cznych w Polsce za jedyne 150 zł! Bonus: 10% ze sprzedaży trafi­ać miał do fun­dacji. Czy trafi­ał — nie wiem. W call cen­ter wytrzy­małam tylko tydzień.

Nie była to dla mnie łat­wa pra­ca. Wiedzi­ałam, że to, co sprzeda­ję, nie jest warte swo­jej ceny. Nie mogłam poradz­ić sobie z niechę­cią rozmów­ców. Pod­czas jed­nej z rozmów tele­fon­icznych pani „życ­zli­wie” mnie poin­for­mowała, że wydzwa­ni­am do jej męża, który nie żyje od 7 lat. Wtedy czara goryczy się prze­lała. Stwierdz­iłam, iż moja psy­chi­ka takiego upraw­ia­nia „wciskologii” nie wytrzy­ma. Zwol­niłam się.

Do dziś podzi­wiam oso­by, które potrafią pra­cow­ać w call cen­ter z uśmiechem na twarzy. Do każdego, kto do mnie zadz­woni, odnoszę się z sza­cunkiem, bo wiem, że ta pra­ca wyma­ga sil­nego charakteru.

Zbiory truskawek

Po call cen­ter miałam okazję odstre­sować się pod chmurką i poz­nać, co to znaczy pra­ca na ako­rd. Pod­czas kilku dni spęd­zonych na prawdzi­wym gospo­darst­wie dostałam niezłą szkołę! Tam nie ma cza­su na obi­janie się! Oczy­wiś­cie już po pier­wszym dniu nikt nie musi­ał mi mówić, że w zbiera­niu truskawek byłam kiep­s­ka, a ilość zebranych koszyków pozostaw­iała sporo do życzenia. Postanow­iłam przyjąć to “na klatę” i dla dobra truskawek już nigdy więcej nie zgłaszać się do tego typu pracy.

Kasjerka

Dru­gi hit w negaty­wnym tego słowa znacze­niu na mojej liś­cie kari­er MyFirst7Jobs: pra­ca na kasie w hiper­marke­cie. Nie powiem wam w jakim, bo wypła­ta była za mała. 500 zł za wyro­bi­e­nie godzin z całego etatu, umowa zlece­nie bez składek ZUS, brak prz­er­wy na jedze­nie, grafi­ki pra­cy wysyłane z dnia na dzień poprzez sms to tylko niek­tóre smacz­ki z mojej sza­lonej kari­ery kas­jer­ki. Kiedy na przykład dniówka była ustalona do godziny 15stej, to kończyła się o 18stej, a cza­sem i później. Wszys­tko zależało od „uprze­j­moś­ci” nad­zoru kasowego. Na dzi­ałach panował bała­gan, brakowało cenówek, towaru. Nieste­ty, za wszys­tko głową przed klien­ta­mi odpowiadały kas­jer­ki, w tym ja.

Czy ta pra­ca czegoś mnie nauczyła? Tak: tego, czego już nigdy nie chcę doświad­czyć. Okazu­ję też zde­cy­dowanie więcej wyrozu­mi­ałoś­ci dla kas­jerek, które obec­nie spo­tykam na zakupach.

Specjalista ds. sprzedaży produktów bankowych

Plusy? W tej pra­cy wresz­cie dostałam swo­ją umowę o pracę i to na cały etat! Miejsce pra­cy zna­j­dowało się w galerii hand­lowej przy standzie pop­u­larnego banku. Odbyłam też szkole­nie z zakre­su sprzedaży. I… to by było na tyle. Zde­cy­dowanie nie nada­ję się do pra­cy pod presją planów sprzedażowych. Nie potrafię tłu­maczyć kreaty­wnoś­cią kamu­flowa­nia istot­nych dla klien­ta fak­tów. Nie zro­bię kari­ery w obsłudze klienta.

Pomoc kuchenna/kelnerka

Kole­jne dwa lata spędz­iłam w jed­nej z restau­racji znanej sieci pizzerii, którą może­cie spotkać między inny­mi w gale­ri­ach hand­lowych. Tak, taka typowa pra­ca “stu­denc­ka”, jak ja to nazy­wam. Zostałam w niej dwa lata, bo mogłam pogodz­ić grafik ze stu­di­a­mi. Poz­nałam fajnych ludzi, nauczyłam się pra­cy zespołowej i radzenia sobie w trud­nych sytu­ac­jach. Przy przeprowadzce do innego mias­ta zapewniono mi trans­fer, dzię­ki czemu miałam pracę na początek, bez koniecznoś­ci szuka­nia czegoś na odległość.

Pra­ca na kuch­ni szy­bko wery­fiku­je nasze zdol­noś­ci. Moż­na bard­zo dobrze wytrenować szy­bkość, wielozadan­iowość i odporność na stres.

Korepetytorka angielskiego

Być może zas­tanaw­ia­cie się, co robiłam jako korepety­tor­ka, sko­ro w pra­cy na tar­gach między­nar­o­dowych ciężko było mi wydusić z siebie słowo? Widzi­cie, bo ja ogól­nie z ang­iel­skiego jestem dobra (według indek­su ze studiów dotarłam do poziomu B2), tylko zapom­i­nam języ­ka w gębie wtedy, kiedy jest mi to najbardziej potrzebne.

Copywriter

Kiedy zaczęłam blo­gować, to stwierdz­iłam, że mogę zostać copy­writerką. Myślałam wów­czas, że chodzi głównie o pisanie, a ja nie mam z tym prob­le­mu. Swo­je pier­wsze zlece­nie napisa­nia tek­stów na stronę www wykon­ałam za całe 50 zł! A potem wgłębiłam się w tajni­ki copy­writin­gu i zrozu­mi­ałam, że to nie tylko pisanie poprawnych styl­isty­cznie tek­stów. Uczyłam się o SEO oraz per­swazji językowej. W między­cza­sie rozpoczęłam też naukę pro­jek­towa­nia graficznego. Chci­ałam te dwie spec­jal­noś­ci pociągnąć jed­nocześnie. Z cza­sem grafi­ka wygrała.

Obsługa sklepów internetowych

Tak dotar­liśmy do ostat­niego punk­tu MyFirst7Jobs. Kiedy dzi­ałal­ność w sieci wciągnęła mnie na 100%, pod­jęłam pracę przy obsłudze sklepów inter­ne­towych. Najpierw w komisie meblowym, potem w sklepie z damską galanter­ią, na koniec w drukarni wielko­for­ma­towej. Oprócz wykony­wa­nia wielu innych obow­iązków mogłam pro­jek­tować grafi­ki na Face­booka, przy­go­towywać ofer­ty do sklepu i obra­bi­ać zdję­cia pro­duk­tów. Potrak­towałam to jako okazję do wypróbowa­nia swoich sił w grafice i sprawdzenia, czy to jest to.

To moja his­to­ria. A wy jak zaczy­nałyś­cie? Może napisałyś­cie wasze his­to­rie z hashem myfirst7jobs? Komen­tarze są wasze!

To ja, Weronika

Nazywam się Weronika Labisko. Jestem plastykiem i grafikiem. Od 2015 roku zajmuję się projektowaniem graficznym. Moim celem jest tworzyć piękne logo i pomagać w kreowaniu pozytywnego wizerunku markom, które stawiają na najwyższą jakość.