Dlaczego zajęłam się grafiką?

dlaczego zajelam sie grafika

Identyfikacja wizualna zainteresowała mnie wtedy, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że tak się nazywa. Umościła się dumnie na miejscu innych moich marzeń i wracała jak bumerang, choć byłam bliska decyzji o porzuceniu jej raz na zawsze. Jak to się zaczęło?

Od zawsze lubiłam rysować. Co prawda nie chodziłam na żadne kursy, nie znałam się na historii sztuki. Ot po prostu, bazgroliłam. Po zeszytach, wolnych kartkach, całkiem nieprofesjonalnie. Lubiłam kredki i kolorowe długopisy. W związku z moimi kwiatkami na marginesach ktoś, nie pamiętam kto, podsunął mi pomysł zdawania do liceum plastycznego.

Akurat dobrze się złożyło, bo od 6 klasy podstawówki miałam marzenie zostać projektantką wnętrz. W plastyku widziałam jedyną słuszną drogę do jego spełnienia. Pamiętam swój segregator z wycinkami z magazynów wnętrzarskich, w którym skrzętnie opisywałam każdą łazienkę, pokój i kuchnię. Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie wiedział, co przedstawia zdjęcie. Dziś z moich zbiorów pozostał tylko segregator i naklejka ze spisem treści. Na koniec gimnazjum jednak był pełny. Przecież musiałam pokazać, że mam poważne zainteresowania i porządnie przygotować się do swojej pierwszej wizyty w wymarzonej szkole.

Podczas dni otwartych w Liceum Plastycznym w Kielcach spacerowałam po korytarzach i oglądałam prezentowane na ścianach prace. Niestety, nie znalazłam wśród nich nic, co byłoby związane z projektowaniem wnętrz. Pełno rysunków postaci, szkiców martwej natury… Nie miałam jednak większego pojęcia o nauce bycia artystą, wytłumaczyłam więc sobie, że jakoś tam to będzie. Rozmyślając o tym, w jaki sposób martwa natura zaprowadzi mnie do urządzania modnych pomieszczeń, natknęłam się na projekty kompleksowych identyfikacji wizualnych powieszonych obok pracowni komputerowej. Z nieśmiałym błyskiem w oku pomyślałam, że „takie coś” to w sumie też mogłabym robić. Wtedy po raz pierwszy na sekundę zapomniałam o projektowaniu wnętrz.

W kolejnych latach „to coś” namieszało mi w głowie o wiele bardziej. Corel i to, co w nim robiliśmy podczas zajęć z projektowania graficznego, sukcesywnie wypierał mój segregator z wnętrzami.

W klasie maturalnej byłam zdecydowana zdawać na ASP na kierunek projektowanie graficzne.

Życie jednak nie zawsze układa się tak, jakby się tego oczekiwało. Z powodów osobistych ASP zakończyłam na etapie składania podania. Okoliczności, a może też ówczesny brak mojej silnej woli, przymusiły mnie do wybrania studiów z ławki rezerwowych.

Rozpoczęłam więc dziennikarstwo i komunikację społeczną ze specjalnością public relations. Długo nie mogłam przyzwyczaić się do myśli, że kończę właśnie takie kierunek. ja i dziennikarstwo? Życie potrafi zaskoczyć… Owszem, umiejętność pisania i znajomość różnych form wypowiedzi przydaje mi się w blogowaniu, jednak nigdy nie widziałabym siebie w roli rasowej dziennikarki zdającej relacje przed kamera gdzieś w środku burzy wojennej.

Przez 3 lata licencjatki w moim życiu dużo się zmieniło. W tym wszystkim, co mnie spotykało, czułam że oddalam się od tego, co mnie interesuje naprawdę. Daleko mi już było do świata artystów, którego atmosfera tak mnie fascynowała. Byłam o krok od pożegnania się z plastycznymi zapędami, kiedy moje życie ponownie postanowiło sprawić mi niespodziankę. Stało się to podczas jednego z wykładów z public relations, kiedy słuchaliśmy o tym, w jaki sposób można kreować wizerunek marki.

Między jednym blokiem słów, których nie pamiętam, a drugim, z którego notatki wyrzuciłam, padło hasło-klucz: identyfikacja wizualna. I wtem nastała jasność, a błysk do oka powrócił! Oczywiście chyba nie muszę zdradzać tematu mojej pracy licencjackiej, bo dla mnie wybór był oczywisty. Otworzyły się przede mną drzwi do przeszłości. Choć mówi się, że nie warto do niej wracać, tym razem cieszyłam się, że mnie nie opuściła.

Studia podyplomowe z grafiki multimedialnej zbiegły się z początkami mojego blogowania. Jedną ręką uczyłam się kolejnych programów graficznych, a drugą buszowałam po blogosferze. Oczywiście mój pierwszy blog nijak nie był związany z grafiką. Zaczęłam od lifestyle’u, bo nie wiedziałam jeszcze, co można robić za pomocą bloga. W międzyczasie publikowania swoich pierwszych tekstów na Młodej Pani Domu podczytywałam miedzy innymi Żyj Kochaj Twórz, Blog Freelancerki czy Pasje Karoliny.

Trafiałam też na inne blogi, na których autorki pisały o swoich pasjach, pokazywały to, co robią. Obserwowałam, jak rozwijały swoje blogi w pełnowartościowe strony internetowe, a ze swoich zainteresowań przechodziły do własnych biznesów. Uczyłam się o blogowaniu z Vademecum Blogera i UP kreatywny marketing, bawiłam się HTML-em na Bloggerze dzięki dziesiątkom internetowych tutoriali. Dowiedziałam się, co to jest freelance i zrozumiałam, że jest to dobry pomysł dla mnie. Dostałam pierwsze zlecenie na ulotkę i przekroczyłam swój kamień milowy.

Potem były kolejne blogi i kolejne zlecenia. Tak oto działam w sieci do dziś. A jaka jest Twoja historia?

 

To ja, Weronika

Nazywam się Weronika Labisko. Jestem plastykiem i grafikiem. Od 2015 roku zajmuję się projektowaniem graficznym. Moim celem jest tworzyć piękne logo i pomagać w kreowaniu pozytywnego wizerunku markom, które stawiają na najwyższą jakość.